-
Szukaj
Szukanie zaawansowane

Zameczek czyli wycieczka do Ruin Wieży Quistorpa

Gdziebylec asikn81, dodał wspomnienie 18 Grudnia 2011r. o 00:37
Rodzaj wyciaczki: spacer

Województwo: zachodniopomorskie
Region: Pomorze Zachodnie
Miasto / Miejscowość: Szczecin
Opis wspomnienia:

To była piękna słoneczna wrześniowa niedziela. Ani nie było za ciepło, ani za zimno. W sam raz na pieszą wycieczkę, a tu nic nie było zaplanowane. Po dłuzszym namyśle doszliśmy do wniosku, że trzeba zobaczyć coś w naszym mieście, miejsce gdzie jescze nie byliśmy.

Padło na Ruiny Wieży QuistorpaRuiny Wieży Quistorpazwane przez niektórych młodszych Szczecinian Zameczkiem Geringa (tak dobrze kojarzycie, tego niesławnego Georinga, założyciela Gestapo). Postanowiliśmy, że w jedną stronę pojedziemy tramwajem, a w drugą wrocimy na piechotę. Najłatwiej było wsiąść nam przy Dworcu Głównym w tramwaj nr 3. Tak więc tłukliśmy się "trójką" 20 minut przez miasto, nie mogąc nawet swobtnie pogadać, bo tramwaje mają to do siebie, że są za głośne. W koncu tramwaj dobrnął do pętli w Lasku ArkońskimPark Leśny Arkoński. Weszliśmy do lasu, i pokieorwalismy sie główna ściezką, a po jakiś 200 m zeszliśmy na ścieżkę prowadzącą pod górę. Szliśmy na "czuja", bo nie udało nam się znaleźć szlaku. Na szczęście miejsce to jest chętnie odwiedzane przez ludzi, więc większość ścieżek prowadzi przez ruiny. W końcu trafiliśmy na schody, stare, betonowe, częściowo rozsypane. Gdy już udalo nam się wspiąć na ich szczyt, zobaczyliśmy cel naszego spaceru: Ruiny. Całe omszałe, porosnięte zielskiem, pomalowane tandetnym grafiti (właściwie grafitti nie można było tego nazwać, były tylko jakies bohomazy w stylu "tu byłem", "kocham Jolkę", itd.) Z ruin zostały tylko dwa piętra, dół bodaj sześciokątna sala, otoczona króżgankami, i góra, prawie całkiem zniszczona. Ciężko było zgadnąć, co właściwie mogło tam być. Na górę prowadziły schody wykute z piaskowca, przy których stały kiedyś monumentalne rzeźby, z tego co pamiętam autorstwa Menzla. Teraz rzeźby leżały u podnuża ruin. I tak pozaglądaliśmy w każdy możliwy kąt, porobilismy zdjecia i przyszedł czas na powrót. Miejsce nawet teraz było piękne, ale aż dech zapiera, jak człowiek sobie wyobrazi, jak było tu zanim wieża została zniszczona w wojennej zawierzusze. 

Powrót

Szliśmy tak we dwoje zastanawiając się jak kiedyś wygladała wieża Quistorpa. Musiała być piękna. Górowala nad lasem, a z jej górnego tarasu roztaczał się widok na cały Las Arkonski. Na dole była kawiarnia, pewnie ciężko było o wolne miejsce. Teraz to miejsce skrywało tajemnicę. Do tej pory nie udało się wyjaśnić w jaki sposób wieża obróciła sie w ruinę, czy to podczas nalotów alianckich na Szczecin w 1944 r., czy tez jak Niemcy wycofywali się ze Szczecina sami wysadzili wieżę w 1945 r. 

Szlismy w kierunku domu, spacerując przez Las ArkońskiPark Leśny Arkoński, przepiekny szczeciński Park. Zielone płuca mojego miasta. Był już wrzesień, ale liście na drzewach były jeszcze zielone. W parku królowały przede wszystkim drzewa i krzewy liściaste. Gdzie niegdzie stał jakiś samotny świerk, albo cis.  Spacerowiczów w parku było od groma, lawki wszytke pozajmowane przez zmęczonych juz chodzeniem ludzi, lub przez starsze osoby, które wygrzwały się w ostatnich promieniach jeszcze letniego słońca. Doszliśmy do Parku KasprowiczaPark Kasprowicza. Właściwie granica między parkiem, a laskiem nie istnieje. Nazwy są tylko dla urzędników, nie dla nas spcerowiczów i turystów. Tak więc zaczął się Park Kasprowicza, a my powoli zbliżaliśmy się do ogrodu Różanego.

Ogród Różany "Różanka"

Dobrnęliśmy do Ogródu Różanego "Różanka"Ogród Różany "Różanka", jednego z piękniejszych miejsc w naszym mieście. Różanka powstała w czasach kiedy Szczecin był niemiecki, przetrwała wojne, ale w latach komuny popadla w ruine. Dopiero w 2007 roku, odrestaurowana została oddana do użytku. W ogrodzie posadzono ponad dziewięć tysięcy róż w 99 odmianach. Wrażenie robi nie samowite. Piękne kwiaty w wielu odmianach, kolorach. Róże czerwone, żółte, białe, różowa, nawet te dzikie mają tu swoje miejsce. Ogród cały pachnie, ale nie tylko różami.

Stała tam malutka kawiarenka, właściwie to nawet ciezko było ja tak nazwać, bo był to postawiony maly namiot handlowy, jakich pełno na promenadach w nadmorskich miejscowościach, ale urządzony tak, że nie szpecil tego pięknego miejsca. W środku stały mebelki w stylu rustykalnym, czy tez prowansalskim (ja różnicy nie widzę). Oczywiście skusilismy sie na kawę. I tak popijąc kawę, przechadzaliśmy sie alejkami podziwiając okazy róż. Szkoda, że był juz wrzesień, niktóre kwiaty już zwiędły.

Kawa nam się skonczyła gdy doszliśmy do Ptasiej Fontanny. Tu róż nie było, ale fontanna została obsadzona różnymi gatunkami traw. Ptasie głowy, nie wiem czy to gęsie czy łabędzie wyglądały na zamyślone. jakby szykowały sie do odlotu do ciepłych krajów. Oprócz szumu przepływajacej wody słychac było rozesmiane dzieci bawiące sie na placu zabaw, który został urządzony powyżej.

Ehhh i zgłodniałam. Zresztą mój partner też. Nasze brzuchy pogoniły nas dalej w kierunku Teatru Letniego.

W Platanie

Tak więc, jak już nasze burczące brzuch wygoniły nas z Różanki, poszliśmy w kierunku Teatru LetniegoTeatr Letni w Szczecinie im. Heleny Majdaniec. Właściwie to zmieżaliśmy bardziej do baru PlatanBar Platan coś przekąsić, bo jeszcze trochę, a burczałoby nam tak w brzuchach, że ludzie zaczęliby na nas krzywo patrzeć, a psy warczeć. Na szczęście z Różanki do baru daleko nie jest. Miejsce troszkę dla mnie dziwne, z jednej strony wnętrze pamięta chyba jeszcze czasy komuny, a podwórko wyglada jak ogródek piwny. No może troszkę lepiej, bo wszędzie pełno krzewów. Największym plusem tego miejsca jest to, że można samodzielnie upiec sobie nad ogniskiem kiełbaski zakupione w barze. Oczywiście nie mogliśmy nie skorzystać z tej przyjemności, i cali żeśmy sie okopcili. Sama, jak wychodziłam stamtąd, pachniałam jak kiełbaska z ogniska. Bar ma też jeszcze jednego plusa: bardzo przystępne ceny.
Oczywiście pieczenie kiełbasek trochę trwało, mieliśmy czas, żeby troszkę nogi nam odpoczęły przed dalszą wędrówką. Byliśmy dopiero w połowie drogi do domu.

Jasne Błonia i Urząd Miejski

Przed nami kawał drogi do domu, ale nasze postanowienie, żeby iść na piechotę było twarde. Brzuchy były już napełnione kiełbaskami z ogniska, więc można było ruszać. Wyszlismy z terenu Teatru Letniego. Swoim zwyczajem zaciągnęłam Misia, poszukać na polanie obok wielkich szyszek z bliżej przeze mnie nieokreślonego iglaka. Wisiały wysoko nad naszymi głowami, ale w traiwe jak zwykle nie było żadnej. Pewnie trzeba by było przyjść po jakiejś wichurze i to z samego rana, żeby jakąś upolować. Szkoda. Z góry widać było RusałkęJezioro Rusałka i dzieci karmiące pływajace po stawie kaczki, ale nam na dół schodzić się nie chciało, mimo, że urokliwe mostki i ławeczki zachęcały ku temu.
Wróciliśmy na główną ścieżkę, po której spacerowało całe mnóstwo mam z wózkami o przeróżnych kontrukcjach. Jedne wygladały jakby były na pajęczych nóżkach, inne miały nisko zawieszoną gondolę. Niektórzy sunęli przed sobą wózki w stylu retro, na wielkich szprychowych kołach. Minęliśmy nawet kilka wózków dla bliźniaków. Między spacerowiczmi i wózkami lawirowali usilnie rowerzyści, pędzący niewiadomo dokąd. Tak doszliśmy do Trzech Orłów, a właściwie Pomnika Czynu PolakówPomnik Czynu Polaków, który trzema orłami nazwany został przez Szczeciników ze wzgledu na swój wygląd. Stąd droga do domu była już prosta. Jeszcze tylko trzeba było przejść przez Jasne Błonia i całą Al. Jana Pawła. Jasne BłoniaPlac Jasne Błonia im. Jana Pawła IIto kolejne urokliwe miejsce na naszej trasie. Platanowe aleje otaczające wielki trawnik na którym ustawiono Pomnik Papieża Jana Pawła IIPomnik Papieża Jana Pawła II. Po alejkach w taki dzień jak dziś jeździ ciuchcia, zrobiona chyba z wózka elektrycznego, i wozi roześmiane dzieciaki.
Przy zabytkowym budynku Urzędu MiejskiegoBudynek Urzędu Miejskiegozlokalizowana jest Fontanna Chłopca z harmoniąFontanna Chłopca z harmonią, która tak komponuje się ze ścianą budynku, że mało kto zwraca na nią uwagę. Przeszliśmy przez bramę pod urzędem, chodnik tutaj był ułoony z maleńkich szarych kosteczek. Wielkie gmaszysko urzędu rzucało cień i zrobiło się toszkę chłodno. W końcu już był wrzesień i były ostatnie ciepłe dni. Heh... przypomnialam sobie, jak kiedyś błąkałam się pół godziny po korytarzach urzędu w poszukiwaniu jakiegoś biura. Wszędzie tylko schody i zakręty... i nikt nie wie gdzie co jest. Przed nami rozciągała się Al. Papieza Jana Pawła II.

Komentarze i oceny

Brak komentarzy
 

Dodaj komentarz

Zaloguj się tutaj


Szukaj wspomnienia

Opis wspomnienia
Rodzaj podróży
Miasto
Województwo
Region
 -

Właściciel serwisu:                   Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright 2010-2012 © gdziebylec.pl – cała Polska w kieszeni           Developed by:   Projektowanie stron WWW